sobota, 2 marca 2013

#3

Nibylandia, 02.03.2013r
Drogi Pamiętniku!
Dzisiejsza sobota zdecydowanie należy do 'tych lepszych' Byłam na meczu mojej ukochanej drużyny siatkarskiej, ale może zacznę od początku...
W każdą sobotę nasza miejscowa drużyna siatkarska gra mecze, raz na naszej hali, a raz na wyjeździe. Od początku sezonu nie opuściłam jeszcze ani jednego meczu i nie zamierzam żadnego opuścić. Wciągnęła mnie w to moja ukochana wychowawczyni, pani Greenmayer. Teraz zacięcie kibicuję naszemu zespołowi, jak również innym tym 'z wyższego szczebla', których oglądać mogę w TV, ale do rzeczy. Dzisiaj właśnie odbyło się jedno z takich spotkań. Amy oraz Janet, które także wpadły w "macki" siatkówko-manii, nie mogły iść, wiec musiałam znaleźć sobie kogoś innego do towarzystwa, lub też iść sama. Perspektywa siedzenia samej na trybunach obok krzyczących, gwiżdżących i trąbiących dziadków mnie nie zachęcała, więc rozpoczęłam poszukiwania osoby towarzyszącej. Wszyscy albo byli chorzy, albo nie mieli czasu, albo mieli wybite kolano (Katie), ale wreszcie chęć pójścia razem ze mną wyraziła Izzy. Na hali byłyśmy już tradycyjnie godzinę wcześniej, ale tak właściwie to dzisiaj przyszłyśmy wyjątkowo wcześnie.Oczywiście na trybunach były ogromne emocje. Doping kibiców nosił piłki i udało się! Wygraliśmy 3:1. :) Wynik zadowalający. MVP meczu został mój ukochany gracz, kapitan zespołu. Po meczu drużyna przybijała tradycyjnie piąteczki z kibicami i Rafał, zawodnik z którym pisałam na fb uśmiechnął się do mnie. Albo uśmiechał się tak do wszystkich, albo mnie poznał. No i oczywiście Lucy -podjar. Ubrałyśmy się i zmierzałyśmy w kierunku wyjścia. W drzwiach prowadzących na zewnątrz minęłyśmy się z Prezesem zespołu. Nawiązałam z nim kontakt wzrokowy, więc posłałam mu uśmiech, a on się odezwał 'czytamy bloga, czytamy, czytamy'. Dziewczyny, koleżanki Izzy zaczęły gadać "yyy jakiego bloga?", "o co chodzi?", a ja wiedziałam że to było skierowane do mnie. Tylko skąd on wiedział że to ja? Od pewnego czasu prowadzę bloga, właśnie o tej drużynie. Fakt kilka razy dodałam link do niego w komentarzu na oficjalnej stronie drużyny, ale przecież to dodać mógł każdy. Jedyne rozwiązanie: widział moje zdjęcie z siatkarzami i ma tak dobrą pamięć do twarzy, że bez problemu mnie poznał. Być może... Nie wiem... i zapewne nigdy się nie dowiem, ale tam... : ) I tak się JARAM. :D. 
A jutro czeka mnie cały dzień w książkach. Trzeba nadrobić zaległy tydzień. : ( Na szczęście do szkoły idę tylko na 3 dni, gdyż potem mamy rekolekcje, przez co nie mamy żadnych lekcji w czwartek i piątek. Pocieszające.. : ) 
-Lucy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz